Pogrzeb

Już w dniu śmierci Pier Giorgia w drzwiach domu Frassatich zaczęły się niespodziewanie pojawiać nowe twarze, nieznane – jak nieznane było życie tego młodzieńca.

Pogrzeb

Już w dniu śmierci Pier Giorgia w drzwiach domu Frassatich zaczęły się niespodziewanie pojawiać nowe twarze, nieznane – jak nieznane było życie tego młodzieńca.

Każdy chciał go pożegnać, wielu dotykało go, wyznając swoją wiarę w jego świętość. Dwa dni później w Turynie została odprawiona Msza pogrzebowa, po której trumna ze zmarłym została przetransportowana i złożona na cmentarzu w Pollone. „Kościół był przepełniony, także na zewnątrz był wielki tłum. Niewielu z nich osobiście znało Pier Giorgia, ale wszyscy słyszeli o jego dobroci, miłosierdziu – przyszli powodowani podziwem i szacunkiem dla tego młodego człowieka” – tak relacjonowano to wydarzenie.

Tłumy podczas pogrzebu Pier Giorgia
Tłumy podczas pogrzebu Pier Giorgia

Do jego grobu szybko zaczęli pielgrzymować członkowie różnych organizacji młodzieżowych. Rodzina Pier Giorgia, jak gdyby realizując jego testament, ufundowała wielki przytułek dla nieuleczalnie chorych starców na terenie zakładu Cottolengo w Turynie. Postać i dzieło Pier Giorgia zaczęły wywierać istotny wpływ na odrodzenie religijne Włoch w latach międzywojennych.

Clementina Luotto, koleżanka Pier Giorgia, tak pisała wkrótce po jego śmierci do jego przyjaciela, Marco Beltramo: „To pierwsza noc, kiedy Pier Giorgia nie ma już w domu, przynajmniej w tej świętej postaci, w jakiej wczoraj doznałam łaski ujrzenia go w blasku czystości i piękna… Przed tym łóżkiem, które wydało mi się ołtarzem, po raz pierwszy w życiu poczułam – z lękiem, jakiego nigdy nie zdołam wypowiedzieć – że śmierć zstępuje z góry i że może być, jak tu właśnie, wniebowzięciem. (...) Nie modlę się za niego, bo to wydawałoby się szaleństwem – ale proszę go, by pomógł mi zasłużyć na to, bym go pamiętała. Tylko jego dobroć trzymała nas zjednoczonych. Można mu było się zwierzyć z każdego uczucia – byle było szczere – i mieć pewność, że będzie zrozumiane. Tylko dwulicowości nie rozumiał. O, to cudowne dzieciństwo, które rodziło się z niego i otaczało go i dawało nam taką lekkość, taką gotowość do trudnych podejść, taką wolność od wszelkiego lęku, takie poczucie bliskości Boga, którego on nosił w sobie! Któż da nam jeszcze kiedyś taką oczyszczającą radość? Kto powtórzy, nie tylko przed naszymi oczyma, ale w nas samych, cud świętości radosnej, beztroskiej, świeżej i krzepiącej jak woda z alpejskich źródeł? Czy pójdziemy jego śladem?”

Czytaj dalej

Pozostałe rozdziały:
Pogrzeb | Nieustająca pamięć | Obywatel nieba | W wypowiedziach papieży | Relikwie w Polsce

Życiorys | Kult | Modlitwy | Multimedia | Peregrynacja | Kontakt z nami