Nie tylko Turyn

W 1921 r. Alfredo Frassati został ambasadorem Królestwa Italii w Berlinie.

Nie tylko Turyn

W 1921 r. Alfredo Frassati został ambasadorem Królestwa Italii w Berlinie.

Stało się to okazją do częstych podróży Pier Giorgia w ciągu kolejnych dwóch lat. Zwiedził m.in. Berlin, Lubekę, Hamburg, Hanower, Monachium, Innsbruck i Fryburg, gdzie przez miesiąc ćwiczył naukę języka niemieckiego, mieszkając u rodziny Rahnerów i poznając młodego Karla, późniejszego jezuitę i jednego z największych teologów XX w. Przebywał także w Heidelbergu, Frankfurcie, Bonn, Kolonii, Pradze i Wiedniu. Także podczas pobytu w Niemczech odwiedzał chorych i biednych, własnymi rękami robił zastrzyki wycieńczonym podopiecznym. Opiekował się też przebywającymi w Niemczech Włochami. Nawiązał serdeczną przyjaźń z ks. Karolem Sonnenscheinem, zwanym „świętym Franciszkiem Berlina”.

Alfredo i Adelajda Frassati z Pier Giorgio i Lucianą
Pier Giorgio (pierwszy z lewej)

W życiu Frassatiego jest także polski akcent. Zaraz po świętach Bożego Narodzenia 1922 r. pojechał do Gdańska i Sopotu, a później do Katowic (które w jednym z listów określił mianem „brudne”), gdzie jako student inżynierii górniczej zwiedził pierwszy poziom kopalni Ferdynand. Następnie pojechał do Wrocławia. Niestety, z powodu problemów na polskiej granicy nie udało mu się zwiedzić Krakowa i innych polskich miast.

Alfredo Frassati z małym Pier Giorgio„Góry, góry, kocham was” – pisał Frassati w jednym z listów. Ta miłość, zrodzona jeszcze w dzieciństwie, trwała do końca życia. Już w wieku 8 lat zdobył Schwarzsee (3324 m n.p.m.), a w kolejnych latach m.in. Mucrone (2335 m), Ciamarella (3969 m), Bessanese, Monte Bianco i Grivola, zwany przez Ciemne Typy „zakazanym owocem”. Pisał do przyjaciela: „Z każdym dniem coraz głębiej pogrążam się w miłości do gór i chciałbym, jeśli studia mi na to pozwolą, spędzać całe dnie tam wysoko i w tym czystym powietrzu kontemplować wielkość Stwórcy”. Jeden z towarzyszy wspólnych wypraw, Antonio Valetto, wspominał: „Kiedy zatrzymywaliśmy się na krótki odpoczynek, Pier Giorgio często porównywał naszą trudną drogę do wznoszenia się w wierze: im wyżej dotrzemy, tym wyraźniej usłyszymy głos Chrystusa”. Po dotarciu na szczyt Frassati zawsze recytował w intencji zmarłych alpinistów Wieczny odpoczynek. Zdając sobie sprawę z niebezpieczeństw czyhających w górach, tak pisał do Antonio Villaniego w sierpniu 1923 r.: „Kiedy się idzie w góry, trzeba najpierw doprowadzić do porządku swoje sumienie, bo nigdy nie wiadomo, czy się wróci. Ale mnie to nie przeraża, przeciwnie, coraz silniejsze jest we mnie pragnienie wypraw górskich, zdobywania trudnych szczytów, doznawania tej radości, jaką tylko w górach można znaleźć”.

Figura Madonny z OropyJednym z ukochanych miejsc Frassatiego było także położone w górach (na wysokości 1159 m n.p.m.) sanktuarium maryjne w Oropie, oddalone o kilkadziesiąt minut drogi od domu jego dziadków w Pollone. Znajduje się tam czarna, drewniana figura Madonny o orientalnych rysach twarzy; Maryja ma zamknięte oczy, a na ręku trzyma Dzieciątko Jezus.

Bliskość z Matką Bożą zajmowała w pobożności Frassatiego szczególne miejsce. Chętnie odmawiał różaniec i dawał go innym w prezencie. Pier Giorgio wielokrotnie pielgrzymował samotnie do Oropy, niezależnie od pogody. Zanosił zwykle Maryi kwiaty. Kiedyś miejscowy zakonnik zdziwił się, że przyszedł mimo trudnych warunków atmosferycznych. Frassati odpowiedział zupełnie zwyczajnie, że dobrze odmawia się różaniec, idąc po śniegu. Wskazując na swój różaniec, mawiał: „Mój testament noszę zawsze w kieszeni”.

Koronacji łaskami słynącej figury dokonano w Oropie w 1620 r. Obrzęd ten jest powtarzany w każdą setną rocznicę. Pier Giorgio miał okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu 29 sierpnia 1920 r. Ojciec Germano Rizzi tak wspominał ten dzień: „Cześć oddawaną przez Pier Giorgia Madonnie z Oropy cechowało synowskie, serdeczne przywiązanie. Ilekroć przychodził do sanktuarium, wydawał się jakby przeistoczony tą miłością. Pamiętam uroczysty dzień koronacji w 1920 r. Pier Giorgio był tak pogrążony w kontemplacji, że zdawał się niczego nie słyszeć i trwał w milczeniu. W chwili, kiedy kardynał włożył na głowę czyniącego cuda posągu koronę, on ukląkł z różańcem w ręku i zaczął się żarliwie modlić. Odwiedzanie Oropy było dla niego potrzebą serca. Nic nie mogło mu przeszkodzić, nic powstrzymać od przyjścia z pozdrowieniem do jego Madonny”.

Czytaj dalej

Pozostałe rozdziały:
Rodzina | Dzieciństwo | Początki edukacji | Zwyczajny niezwyczajny chłopak | Zaangażowanie społeczne i polityczne | Czas studiów | Świeckość i służba | Nie tylko Turyn | Świecki dominikanin | Małe i wielkie miłości | Prawdziwy przyjaciel | Służba ubogim | Czerpał ze Źródła | Ostatnie miesiące

Życiorys | Kult | Modlitwy | Multimedia | Peregrynacja | Kontakt z nami