Czerpał ze Źródła

Podstawową przestrzenią, z której czerpał siły do czynienia dobra, była dla Frassatiego modlitwa i sakramenty.

Czerpał ze Źródła

Podstawową przestrzenią, z której czerpał siły do czynienia dobra, była dla Frassatiego modlitwa i sakramenty.

Był niewątpliwie człowiekiem modlitwy. Modlił się długo i wytrwale. Codziennie starał się odmawiać różaniec. Czytał Pismo Święte, uwielbiał szczególnie psalmy i kazanie na górze oraz listy świętego Pawła. W okresie studiów wielokrotnie spędzał długie godziny w kościele na nocnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Corocznie w Wielkim Poście odbywał także kilkudniowe rekolekcje zamknięte w domu rekolekcyjnym jezuitów Santa Croce pod Turynem.

Nie tylko sam się modlił – ale zdając sobie sprawę z mocy modlitwy i ze swoich słabości, chętnie i bez oporów prosił innych o modlitwę za siebie: „Chciałbym iść prostą drogą, lecz co chwila potykam się i upadam. Proszę cię, módl się za mnie ile możesz, abym dotarł do końca swej męczącej, ale prostej ścieżki w dniu wyznaczonym przez Opatrzność Bożą”. I w innym miejscu: „Potrzebuję modlitw, bo tylko z nimi i przez nie będę mógł uzyskać u Boga łaskę, żeby wzmocniła się moja wola i żeby mogła dotrzeć do dobrego portu ta nawa, która tonie w ostatnich burzliwych falach mojego życia studenckiego”. Doceniając duchowe wsparcie, pisał: „Dziękuję za modlitwy, które naprawdę są najlepszym świadectwem przyjaźni, bo to przecież niezrównana miłość chrześcijańska: modlić się za człowieka, któremu to potrzebne. Co do mnie, pomodlę się za panią, chociaż niewiele znaczą moje modlitwy, lecz Bóg w swojej wszechmocy nie będzie baczył na moje uchybienia, ale wysłucha prośby ze względu na pani zasługi”.

Kochał także różaniec. Tą prostą modlitwą powierzał Maryi sprawy swoich towarzyszy i podopiecznych. „Jutro, jak to jest moim zwyczajem, ilekroć mam wyjechać z Pollone, powędruję do Oropy, aby pomodlić się w sanktuarium. Wspomnę ciebie u stóp Najświętszej Maryi Panny”. Jak przystało na tercjarza dominikańskiego, do różańca zachęcał także innych: „Zatrzymaj ten różaniec na moją pamiątkę i jeśli za każdym razem odmawiając go dorzucisz jedno Zdrowaś Maryjo więcej na moją intencję, będę ci bezgranicznie wdzięczny”.

Pokojówka, M. Borowy, zaświadczyła: „Zawsze nosił ze sobą różaniec, dokądkolwiek szedł. Kiedy wieczorami przychodzili koledzy, żeby razem się uczyć, zanim zabrali się do nauki, odmawiali różaniec”. Karl Rahner zwrócił uwagę na jeszcze jeden wymiar modlitwy i świadectwa zarazem: „Znak krzyża, gest zwyczajny, powszechny i prawie instynktowny – Frassati nadawał mu tak niezwykły wyraz, że wszędzie, gdzie go czynił: w domu, w tramwaju, na ulicy – zwracał powszechną uwagę”.

Nie przejmował się obecnością innych osób, gdy przychodziła pora, by odmówić swój wieczorny pacierz. Nie chciał jednak wyrazami swojej pobożności drażnić rodziny. Jedna ze służących w jego domu, Ester Pignatta, opowiadała, że ilekroć przychodził na posiłek, zatrzymywał się przed drzwiami jadalni, odmawiał po cichu modlitwę przed jedzeniem i dopiero wtedy wchodził, by usiąść przy wspólnym stole. Inżynier Erio Barabino opowiadał: „W schronisku, nim wspiął się na pryczę, klękał na ziemi i pogrążony w modlitwie, ze złożonymi rękami zwracał ostatnią myśl dnia do Boga. Jego męska sylwetka zdawała się znikać, roztapiać cała w ekstazie przybliżającej go do Boga, którego chciał stać się godnym”. Jeszcze inny świadek jego modlitwy, o. Secondo Goria SJ, zapewniał: „Modlitwa obok niego była prawdziwą radością duchową. Niczego wokół siebie wtedy nie dostrzegał: przebywał ze swoim Panem”.

Inżynier Lorenzo Berra opowiadał: „Pier Giorgio potrafił w środowisku uniwersyteckim, zarówno wśród kolegów, jak i wykładowców, wzbudzić uczucie podziwu i stać się przykładem, tak z uwagi na skromność, jak i na spontaniczne akty miłosierdzia, wzruszające swym stałym dążeniem do umniejszenia siebie. Żył życiem doczesnym w świetle życia wiecznego, a jego modlitwa była nie tylko prośbą o łaski, ale także rozdzielaniem łask”.

Podczas ingresu arcybiskupa Gamby do katedry w Turynie
Podczas ingresu arcybiskupa Gamby do katedry w Turynie (Pier Giorgio drugi od prawej)

Od trzeciej klasy gimnazjum, gdy miał trzynaście lat, Pier Giorgio starał się codziennie przyjmować Komunię św., nawet jeśli nie zawsze mógł uczestniczyć we Mszy. O tym, jak wielką moc czerpał z Eucharystii, niech świadczy to, w jaki sposób zachęcał do niej swoich towarzyszy: „Spożywajcie ten Chleb anielski, a znajdziecie w nim siłę do staczania walk wewnętrznych, walk z namiętnościami i wszelkiego rodzaju przeciwnościami, gdyż Jezus Chrystus przyrzekł tym, którzy karmią się Najświętszą Eucharystią, żywot wieczny i łaskę niezbędną do jego dostąpienia. A kiedy ów płomień eucharystyczny zupełnie was pochłonie, będziecie mogli z całą świadomością podziękować Bogu, który powołał was, abyście Mu służyli, i radować się będziecie spokojem, jakiego nigdy nie zaznali ci, którzy są szczęśliwi w oczach świata, gdyż prawdziwej szczęśliwości nie stanowią rozrywki światowe ani rzeczy ziemskie, ale spokój sumienia, dany nam tylko wtedy, jeśli czyste są nasze serca i umysły”.

Dla wielu młodych ludzi udział we Mszy jest jedynie przykrym obowiązkiem. Frassati na Eucharystii budował całe swoje życie. Przed jedną z wycieczek tak pisał w liście do kolegi: „Jeśli zdołam się z nimi porozumieć, to pójdę razem z nimi; a jeśli będą mieli zanocować w sobotę wieczorem w schronisku Valle Stretta, nie pójdę, bo musiałbym stracić Mszę świętą w niedzielę. Pierwszą rzeczą jest obowiązek, dopiero po nim przyjemność”. G. Pirandini potwierdzał: „Ileż razy Frassati przychodził do mnie w sobotę prosząc, aby odprawić pierwszą poranną Mszę wcześniej niż zwykle; ileż razy, gdy było to niemożliwe, rezygnował z wycieczki w góry”.

Frassati chętnie przyjmował Komunię św. w intencji konkretnych osób. „Kochana mamo, nie mogąc w dniu twoich imienin wyrazić ci życzeń własnym głosem i ucałować twego czoła, przyjmę w twojej intencji Komunię świętą, prosząc Boga, żeby przez wiele lat darzył cię zdrowiem i zsyłał ci błogosławieństwo”. Na liście beneficjentów takiego sposobu przeżywania relacji z Jezusem nie brakowało na pewno także podopiecznych Frassatiego.

Maria Antonia Martiny Moriondo zaświadczyła: „Widziałam Pier Giorgia, jak przystępował do Komunii. Patrzył ufnie na kapłana podającego mu Hostię wzrokiem dziecka, które ufnie oczekuje wszystkiego od osoby, którą ma przed sobą”. Laura Hidalgo, jego niespełniona miłość, opowiadała, że codzienna Komunia św. była dla niego „siłą i radością; szedł do Pana kierowany przemożną potrzebą duszy. (...) Było dla niego rzeczą niemożliwą uczestniczyć we Mszy św. i nie przyjąć Pana”.

Antonio Fossati podziwiał Frassatiego także za wierność dyscyplinie Kościoła: „Pamiętam, jak podczas każdej wycieczki zdumiewał wszystkich swoją fizyczną i moralną wytrwałością, bo koniecznie chciał dojść do zamierzonego celu na czczo, aby móc przystąpić do Komunii”. W tamtym okresie post eucharystyczny obowiązywał od północy aż do przyjęcia Komunii św.

Kościół św. Dominika w Turynie (współcześnie)
Kościół św. Dominika w Turynie (współcześnie)

Pier Giorgio bardzo cenił sobie także adorację Najświętszego Sakramentu, szczególnie tę organizowaną w godzinach nocnych. Mawiał: „Dawni władcy stawiali w swoich zamkach nocne straże. Jezus jest bardziej godny nocnej straży niż ziemscy monarchowie”. Ks. Cesario Borla opowiadał: „Nie wyobrażam sobie, aby mogła istnieć dusza bardziej niż jego przepojona zapałem do nocnych adoracji, w których brał udział, jeśli tylko pozwalali mu na to rodzice i jego obowiązkowe zajęcia. Pamiętam jego postać i twarz ukrytą w dłoniach. Skupiony, modlił się”.

„Podczas kongresu w Turynie zobaczyłem Pier Giorgia, który przeciskał się między zebranymi, rozdając zaproszenia na nocną adorację” – wspominał ks. prał. Giorgio Cavallo. Jedna z koleżanek Frassatiego, Zaira Veneri Gallino, relacjonowała: „Pier Giorgio stał około godziny. Piękny, ze splecionymi ramionami i z takim wyrazem twarzy, że – przyznaję – często zdarzało mi się, i nie uznawałam tego za grzech lub roztargnienie, odwracać oczy od Najświętszego Sakramentu i patrzeć na tego chłopca (...), bo wydawało mi się, że przebija przez niego boskie piękno”. Ks. Tomasso Castagno opowiadał: „Frassati klęczał na posadzce otoczony innymi i potrącany przez tych, co szli do Komunii św. lub wracali od niej. Był tak skupiony, że nie zauważył, że wosk świecy kapie mu na ubranie”.

„Modlił się zwykle od dziesiątej wieczorem do wpół do drugiej po północy. Jego głos wyróżniał się i barwą, i akcentowaniem, którym chciał podkreślać sens tego, co mówił” – dodaje inny świadek, Francesco Fabri. Jego kolega, Pier Giacomo Dompè, wspomina: „Wracałem kiedyś do domu z nim po nocnej adoracji. Był szczęśliwy, przepełniony udzielającą się radością. Od czasu do czasu przerywaliśmy rozmowę, pogwizdując «My chcemy Boga» albo «Biały Kwiecie». I dyskutowaliśmy dalej”.

Nie wiemy, o czym Pier Giorgio lubił tak długo rozmawiać z Chrystusem. Może to właśnie podczas tych godzin nabierał przekonania o wielkim bogactwie, jakie otrzymał od Kościoła dzięki sakramentom. Pisał potem w listach: „Wiara dana mi przez chrzest przemawia do mnie mocnym głosem: sam jeden nie dokonasz niczego, ale jeśli Bóg będzie ośrodkiem każdego twojego działania, dojdziesz do celu”. I zachęcał: „My, którzy z łaski Bożej jesteśmy katolikami, nie powinniśmy marnować najpiękniejszych lat naszego życia, jak to niestety robi tyle nieszczęsnej młodzieży, pragnącej cieszyć się takimi dobrami, jakie nie przynoszą dobra, lecz owocują niemoralnością naszego współczesnego społeczeństwa”.

Czytaj dalej

Pozostałe rozdziały:
Rodzina | Dzieciństwo | Początki edukacji | Zwyczajny niezwyczajny chłopak | Zaangażowanie społeczne i polityczne | Czas studiów | Świeckość i służba | Nie tylko Turyn | Świecki dominikanin | Małe i wielkie miłości | Prawdziwy przyjaciel | Służba ubogim | Czerpał ze Źródła | Ostatnie miesiące

Życiorys | Kult | Modlitwy | Multimedia | Peregrynacja | Kontakt z nami