Czas studiów

Frassati starał się żyć ściśle według metody życia, zaproponowanej mu przez jezuitów.

Czas studiów

Frassati starał się żyć ściśle według metody życia, zaproponowanej mu przez jezuitów.

Jednym z jej elementów był codzienny skrupulatny rachunek sumienia, zapisywany także w postaci krzyżyków w odpowiednich rubrykach formularza, a następnie przesyłany co pewien czas do spowiednika. Frassati bardzo się do tego przykładał, o czym świadczy fragment listu o. Lombardiego, jednego z jego duchowych przewodników, z września 1918 r.: „Jestem bardziej niż zadowolony! Ile Komunii świętych, ile różańców! A ileż dobra dla twojej duszy, ile łask i zasług dla nieba! Brawo! Za całą twoją wierność w Jego służbie Bóg ci dopomoże w najbliższych egzaminach. Na pewno!”

Faktycznie, w listopadzie 1918 r., wraz z zakończeniem wojny, Pier Giorgio został przyjęty do Królewskiej Politechniki w Turynie na wydział inżynierii górniczej. Otrzymał legitymację numer 509. Zainteresowanie górnictwem rosło w nim od dawna, bo już jako mały chłopiec zbierał minerały i wraz z kolegami urządzał wystawy.

Podobnie jak w czasach szkolnych, Frassati miał dość przeciętne oceny. Zdarzało mu się często przekładać egzaminy, bo nie zdążył się do nich przygotować. Niektóre egzaminy musiał powtarzać. Pewnego razu na egzamin w ogóle nie przyszedł, bo w tym czasie, pod nieobecność rodziców... imprezował z kolegami. Pisał potem: „Teraz mam obowiązek, żeby już nie myśleć o tych pięknych rzeczach i zabrać się, niestety, do wkuwania termotechniki”.

Na imprezie z przyjaciółmi
Na imprezie z przyjaciółmi

Jeden z wykładowców, Massimo Fenoglio, wspominał po latach: „Frassati wyróżniał się swoją urodą i stylem bycia, wrodzoną, spontaniczną grzecznością przejawiającą się we wszystkich jego stosunkach z kolegami i profesorami”. Z kolei jeden z kolegów, Vittorio Bussetti, opowiadał: „Na politechnice, kiedy przyszedł Frassati, zrobił na mnie wrażenie lawiny życia – vallanga di vita – która mnie jak gdyby przerażała”. Sam jego zewnętrzny wygląd był dowodem fizycznego i psychicznego zdrowia. Miał silny głos, baryton, i lubił być hałaśliwy. Nazywano go nawet „Fracassati” – od włoskiego fracasso, czyli hałas.

Jednocześnie ten sam młody człowiek milczał zawsze w sytuacji, kiedy był krytykowany przez niezadowolonych z niego rodziców. Milczał doznając rozmaitych przykrości – rezygnował z walki o to, do czego miał prawo. Jego dewizą życiową było: „żeby tylko innym było dobrze”. Mimo tego nie był typem mrukliwego pustelnika czy wycofanego ascety.

Wśród przyjaciół
Wśród przyjaciół

Każdego dnia starał się nie marnować okazji do świadczenia o swojej głębokiej wierze. Jeden z kapłanów, o. Clemente Ferraris di Celle, wspomina: „Pier Giorgio był maksymalistą, swoje życie chciał prowadzić nie tylko zgodnie z duchem, ale i z literą Ewangelii. Niekiedy bywał nieco ostry, jak góry, które trzeba zdobywać”. Inny z jego duchowych przewodników, jezuita o. Pietro Righini, mówił: „Pier Giorgio ani przez chwilę nie myślał o tym, co powiedzą o nim: w całym swoim życiu zawsze stosował jedną tylko regułę: co Bóg pomyśli o mnie? Och, gdybyśmy mieli więcej takich chrześcijan, którzy szukają Boga i tylko Boga!” Ta obojętność na ludzkie opinie jest wspominana w bardzo wielu świadectwach – co najmniej czterdzieści razy przez różne osoby, które znały wiarę Frassatiego.

Czytaj dalej

Pozostałe rozdziały:
Rodzina | Dzieciństwo | Początki edukacji | Zwyczajny niezwyczajny chłopak | Zaangażowanie społeczne i polityczne | Czas studiów | Świeckość i służba | Nie tylko Turyn | Świecki dominikanin | Małe i wielkie miłości | Prawdziwy przyjaciel | Służba ubogim | Czerpał ze Źródła | Ostatnie miesiące

Życiorys | Kult | Modlitwy | Multimedia | Peregrynacja | Kontakt z nami